Jak do nas dojechać? Inaczej…bez GPS, mapy, na czuja…

Jak do nas dojechać? Inaczej…bez GPS, mapy, na czuja…

W Budzowie jest jeden Kościół duży , z czerwonych cegieł. Obok Kościoła wjeżdżamy w drogę asfaltową, która biegnie wzdłuż cmentarza położonego na zboczu. Cmentarza pilnuje lew i czołgi… Spokojnie je mijamy, za zakrętem asfalt się kurczy nie wiadomo czy pod wpływem mrozu, czy słońca , może go ktoś zabrał kawałek po kawałku…może zjada go las?

W końcu droga zamienia się na szutrową, wjeżdżamy w królestwo lasu buchającego zielonością liści tak soczystych, że chciałoby się je dodać do sałatki. Choinki zadziwiają nas swoją doskonałą formą , jakby zasadził je jakiś zwariowany naukowiec pilnujący norm z Unii Europejskiej. Wyłącz radio… wkraczasz w królestwo ptaków. Koncertują najgłośniej o poranku i wieczorem, a tak naprawdę przez cały dzień dzioby im się nie zamykają… “Ptasie radio” na żywo…Otwórz okna, a wkroczysz w królestwo zapachów: mchy, drzewa i grzyby…masz wrażenie , że rosną wszędzie. Już widzisz siebie z koszykiem pełnym prawdziwków, podgrzybków, kozaków i kurek, z małym nożykiem , niespiesznie , z uśmiechem zadowolenia na ustach (będzie co opowiadać kolegom i koleżankom z pracy- takie zbiory:) 

Dalej jedziesz prosto, po lewej mijasz Matkę Bożą pobladłą, stojącą wśród drzew. Stoi taka malutka, okryta płaszczem jakby się bała, że zimne krople rosy z drzew spadną jej na nos.

Następnie droga skręca nieco , ostrzegając żebyś nie stracił uważności… jesteś przecież na spacerniaku saren i szaraków. Po lewej mijasz dom murowany, który jakiś wielki olbrzym upuścił tutaj przez przypadek w drodze do Krakowa albo do Kalwarii. Zjeżdżasz wąską drogą w dół, tutaj droga się rozwidla – nie jedź prosto, bo utkniesz w błocie. Skręcasz w lewo. Tutaj powolutku, bo po lewej roztacza się przepiękny , ale stromy wąwóz, przecinany choinkami jak tekst starej baśni przecinkami. 

Jedziesz prosto, aż Twoim oczom ukaże się mostek, gdy spojrzysz w dół za barierkę zobaczysz Krzywy Potok. Jutro po śniadaniu załóż kaloszem i pójdź w dół rzeki jej nurtem. Pełno w niej kolorowych otoczaków, zielonych kapeluszy, małych stopni wody, nie obawiaj się woda sięga do połowy łydki… warto zamoczyć w jej świeżej wodzie zmęczone od noszenia szpilek stopy… 

Gdy przejedziesz mostek droga zaczyna znowu piąć się pod górę. Po lewej mijasz drugą Matkę Bożą pobladłą w krzakach stojącą. Skryła się w tych krzakach jakby bawiła się z wiejskimi dziećmi w chowanego.

Czerwony dach, niebieskie drzwi… jesteś na miejscu… w oknie czekają już dwa anioły, aby przyjąć Cię pod swój dach… Trochę są poobijane, po przejściach, nie dziw się nie mają dusz to im nosy i paluszki poodpadały… Ale to już inna bajka…

Z dedykacją dla Babci Basi i Dziadka Józefa, mam nadzieję , że cieszycie się z nieba, że Wasz domek znowu jest kolorowy:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *